Zwierzęta ssące cz. 1

Wyniosły dąb runął na ziemię i przemienił się w robaka, w rybę, w płaz. Potem wzniosła się znów natura ukośnie po nad ziemię, wydając ptaka, W zwierzęciu ssącym upada raz jeszcze. Skrzydła pochylają się i przetwarzają w nogi. Ciało leży równolegle do ziemi, jak u płazów, lecz oddziela się od niej wydatnie za pomocą nóg. Rozczłonkowanie, jak u ptaka; głowa, szyja, ogon, wydzielone z tułowiu; ten zaś będący u ptaka jednokształtną, opierzoną masą, rozgałęzia tu się na liczne członki. Piersi, brzuch i boki urozmaicają go.

Narzędzia zmysłów rozwinięte ku stronie zewnętrznej. Oczy, uszy, nos, wargi, cechują głowę, dając jej osobny wyraz życia duszy. Wszelki nadmiar, jak zawsze, razi i tworzy komiczne wrażenie. Tak np. za długie oczy (u małp nocnych), uszy (u zająców), nos (jako ryjek lub u słonia), wargi (u wielbłąda) itd. Toż samo wszelki brak, uszkodzenie.

Zwierzęta ssące (wyjąwszy człowieka) mają tułów poziomy, na czterech nogach oparty. Jeżeli nogi za krótkie, zwierzę zbliża się do robaka, ryby albo płazu; jeżeli za długie, wydaje się słabym. Szyja nie powinna stanowić przedłużenia tułowiu, ale tworzyć z nim kąt, toż samo głowa ze szyją. Kąt szyi nie powinien jednak zamykać się ku ziemi; uwydatniałoby to nazbyt żarłoczność zwierzęcia. Ogon powinien również oddzielać się od ciała; jeżeli podobny do ogona płazów (kangur), przypomina podrzędne rodzaje. Tułów musi biec zatem równolegle do ziemi, głowa ze szyją muszą się wznosić      po nad nią.

Zwierzę ssące powinno mieć tułów dość przestronny dla umożliwienia rozlicznych funkcji życiowych. Ciało nazbyt wrzecionowate, jak to widzimy u wielu małp, jest brzydkim. Toż samo ciało workowate, niezgrabne, rybiaste jak np. u świni, konia nilowego, etc.

Łuska ryb, skorupy wielu płazów, pióra ptaków, zmieniły się u zwierząt ssących w skórę pokrytą włosem. Gdzie ta skóra ma podobieństwo do pancerza, albo jest nagą, przypomina bądź to niższe stopnie zwierzęcego rozwoju, bądź to bezpośrednio wyższe. Pierwsze, jak drugie, jest nieprawidłowym, a więc odrażającym i komicznym. Ubarwienie jest zmieszane, „wywarzone”, jak mówi Goethe. Barwy zasadnicze: czerwona, żółta, niebieska, tu znikły. Gdzie się pojawią, czynią wrażenie wstrętne, nieprzyjemne.

I w tym dziale zwierząt znajdziemy wiele podobieństw do dawniejszych. Jedne przypominają ryby, inne węże, ptaki, niektóre nawet człowieka.

Zauważmy przede wszystkim zwierzęta morskie. Wieloryb na pierwszy widok nie da się odróżnić od ryby. Odznacza go wzrost olbrzymi. Niekształtność pochodzi częstokroć z kolosalnych rozmiarów głowy, zaopatrzonej rozwartą aż po tułów paszczęką. Powabniejszymi są delfiny, wsławione szybkością i pięknymi liniami ruchu, chociaż niezbyt zresztą podobne do poetycznych stworzeń, zasłuchanych w muzykę Ariona. Między wielorybem a morskim koniem, leży kilka gatunków, którym szczególnie wyższe rozwinięcie głowy, pysk i wargi nadały piętno zwierzęce. U konia morskiego szyja łączy się z ciałem rybim; nogi zaopatrzone jeszcze płetwami, ale już wyraźnie odszczególnione. Ucho zaledwie dostrzegalne na głowie, wydzielającej się wybitnie od szyi, ale oczy i pysk już rozwinięte; oczy mają częstokroć wyraz piękny, łagodny, rozumny. Nie potrzebuję prawie dodawać, że wszystkie te kształty są niezgrabnymi, brzydkimi lub komicznymi, jeżeli przyłożymy do nich miarę wszechstronnie rozwiniętych zwierząt lądowych.

Niemożebnym jest przejść tu wszystkie rodzaje tychże. Łatwo sam każdy wyrozumuje powód upodobania w nich lub odrazy. Zauważmy np. mysz. Całe zwierzę przytłoczone do ziemi. Głowa i szyja w jednej linii. Nogi króciuchne, zwyczajnie ukryte. Bądź to siedzi przyczajona ze ściągniętym ukośnie grzbietem, bądź to pomyka wyprostowana z wystającym w tyle ogonkiem, jak czarna jaszczureczka; szybkość jej tak ogromna, że ruchu nóg prawie dostrzec nie można. Siedząc, wyglądają dość jeszcze powabnie, lecz w biegu są nieznośne. Wydaje się, jakby mały, czarny punkcik uwijał po ziemi.

Miejsce pobytu, wstrętna barwa i zapalczywość szczura, mogą tylko spotęgować stopień odrazy, jaką czujemy do myszy, pomimo większych zresztą jego rozmiarów. Obawa przed szczurem zdaje się mieć przynajmniej słuszny powód, podczas gdy myszy boimy się w ten sposób, jak prosty gmin u pióra.

O brzydocie nietoperzy nie potrzebuję wspominać. Błona rozpostarta miedzy pająkowatymi nogami, ukształtowanie uszów i pyska, czynią je obrzydliwymi, a zarazem komicznymi.

Pozostańmy u niższych stopni. Oto kret. Wałek zwężający się w jednym końcu spiczasto, oczy i uszy prawie niewidoczne, cztery krótkie szufle, mające przedstawiać nogi. Jeż ma ciało kuliste, opatrzone kolcami, zamiast włosów; tułów, sprężysta szyja i głowa, leżą w jednej linii; nogi niskie.

Przypatrzmy się dalej krwiożerczej łasicy. W porównaniu z myszą ciało lepiej ukształtowane. Szyja i głowa odgraniczone. Nogi silniejsze. Głowa nie tak jednostajnie-ryjkowato wydłużona, jak u zwierząt poprzednich. Ruchy zgrabne, inne w biegu, a inne w skoku. Łasicowate mają zatem wyższe znaczenie estetyczne, jak myszy; zawsze jednak przydługi, cienki tułów i krótkie nogi, sprawiają widok, z którym się trudno oswoić.

Podobną do łasicy jest wiewiórka. Krótkość jednakże ciała czyni ją podobniejszą do węża. Wielki jej ogon wydaje się w biegu dziwacznym; gdy jednakże usiądzie, wcale ładnym.

Wiewiórka siedzi pochyło. Krzewiasty ogon, podobnie jak u koguta, tworzy wtedy estetyczną przeciwwagę i rodzi nawet pewną symetrię, układa się bowiem w kształt liry.